kiedy James odwiózł mnie do domu poprosił o mój numer telefonu,
by tym razem on mógł do mnie zadzwonić. Następnego
dnia kompletnie zapomniałam o Dannym, w głowie miałam tylko Jamesa. Chłopak zadzwonił
do mnie tak jak obiecał i zaprosił na „herbatkę”. Od razu powiadomił mnie o
tym, że może być troszkę nienormalnie i żebym nie liczyła na jakiś cud,
powiedział to tak „na wszelki wypadek żebym była gotowa na wszystko”. Około 14
James podjechał po mnie swoim białym mercedesem bez dachu i zawiózł do swojej
willi.
-cześć!- już w progu przywitało mnie trzech chłopaków. No nie
do końca… od stóp do głów umazania byli czymś białym, kolorowym, w rękach mieli podłużne, metalowe pojemniki i
ganiali się po całym domu. Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam się śmiać. James
zauważył, że przyjęłam to dobrze i też się śmiał.
W pewnym momencie ktoś
przebiegł przede mną i za chwilę byłam umazana kolorowym czymś.
-oj… sorka, niechcący…- i pobiegł dalej. Jamesowi się to nie
spodobało.
-CARLOS!!!- Latynos zauważył, że nie ucieknie i wrócił do nas-
przeproś ją.
-przecież przeprosiłem!-
-jeszcze raz!
-przepraszam że cię ubrudziłem serpentyną w spreyu.
-tak lepiej
-James…
- za chwilę James odlepił ze mnie resztki tego świństwa i byłam czysta
-czekaj chwilkę…- odwrócił się w stronę ganiających się
chłopaków.- chcecie poznać moją nową koleżankę czy nie!?
-ta… koleżankę…- blondyn nie wierzył w to, że jestem tylko
koleżanką Jamesa.
-to jest Laura. Laura, poznaj Carlosa, Logana i…- to rzucił
karcące spojrzenie na blondyna- Kendalla.
-cześć.- podałam rękę każdemu z nich.
-może cię oprowadzić? - przed szereg wysunął się Kendall
-w sumie… czemu nie…- mimo, że stałam do Jamesa tyłem,
widziałam, że zgromił kolegę wzrokiem. Kiedy obejrzałam już wszystko usiedliśmy
w altance w ogrodzie. Stały tam dwie trzy osobowe kanapy, gdy usiadłam na
jednej z nich dosiadł się do mnie James za chwilę w jego ślady poszedł Kendall.
Było mi troszkę ciasno, ale spokojnie z boku zmieściła by się jeszcze jedna
osoba. Chłopakom nie przeszkadzał taki
ścisk, przeciwnie, byli z tej bliskości bardzo zadowoleni. Do domu wróciłam
koło 20, oczywiście odwiózł mnie James.
-Laura… nie wiem jak to powiedzieć… chciała byś z nami
zamieszkać?
- James, nie wiem… przyjechałam tu do mamy rzadko się z nią
widzę…
-powiedz, że będziesz ją odwiedzać w weekendy.
-spróbuje. Wyślę ci sms’a
- ok pa… na pożegnanie dostałam buziaka w policzek. Gdy
wysiadłam James zawołał mnie z powrotem.
-co się stało?
-coś ci wypadło
-gdzie? nie widzę…
- wsiądź to zobaczysz-kiedy ponownie usiadłam w fotelu auta James
wskazał mały przedmiot na podłodze. Równocześnie po niego sięgnęliśmy i nasze
głowy się uderzyły, James podniósł swój
wzrok na mnie i zaczął zbliżać się do moich ust. Zaczął mnie delikatnie całować
czekając na ruch z mojej strony. Chętnie mu odpowiedziałam. Poczułam, że kąciki
ust Jamesa lekko się uniosły, specjalnie skłamał… ten to ma sposoby… kiedy
chłopak się ode mnie oderwał miał taki zaciesz na twarzy jakby wygrał w lotto.
-nie wolno kłamać- powiedzałam i udałam focha odwracając głowę w drugą stronę.
-ale ja nie kłamałem… zobacz-chłopak schylił się i specjalnie oparł
głowę o moje kolana szukając czegoś- śrubka.- nadal nic nie mówiłam- oj no nie
fochaj się…- chłopak przekręcił mi głowę i zaczął namiętnie całować. Zapomniałam,
że mam na niego focha, James tak świetnie całował, że nie wiedziałam jak się
nazywam. Wplotłam palce w jego włosy i chciałam by ta chwila się nie kończyła. Niestety
musiałam już iść.
-pa
-pa!- zaczekałam aż James zniknie mi z pola widzenia i weszłam
do domu.
Boski .*-*
OdpowiedzUsuń