środa, 19 czerwca 2013

rozdział 3


kiedy James odwiózł mnie do domu poprosił o mój numer telefonu,  by tym razem on mógł do mnie zadzwonić. Następnego dnia kompletnie zapomniałam o Dannym, w głowie miałam tylko Jamesa. Chłopak zadzwonił do mnie tak jak obiecał i zaprosił na „herbatkę”. Od razu powiadomił mnie o tym, że może być troszkę nienormalnie i żebym nie liczyła na jakiś cud, powiedział to tak „na wszelki wypadek żebym była gotowa na wszystko”. Około 14 James podjechał po mnie swoim białym mercedesem bez dachu i zawiózł do swojej willi.

-cześć!- już w progu przywitało mnie trzech chłopaków. No nie do końca… od stóp do głów umazania byli czymś białym, kolorowym,  w rękach mieli podłużne, metalowe pojemniki i ganiali się po całym domu. Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam się śmiać. James zauważył, że przyjęłam to dobrze i też się śmiał.


W pewnym momencie ktoś przebiegł przede mną i za chwilę byłam umazana kolorowym czymś.

-oj… sorka, niechcący…- i pobiegł dalej. Jamesowi się to nie spodobało.

-CARLOS!!!- Latynos zauważył, że nie ucieknie i wrócił do nas- przeproś ją.

-przecież przeprosiłem!-

-jeszcze raz!

-przepraszam że cię ubrudziłem serpentyną w spreyu.

-tak lepiej

-James… - za chwilę James odlepił ze mnie resztki tego świństwa i byłam czysta

-czekaj chwilkę…- odwrócił się w stronę ganiających się chłopaków.- chcecie poznać moją nową koleżankę czy nie!?

-ta… koleżankę…- blondyn nie wierzył w to, że jestem tylko koleżanką Jamesa.

-to jest Laura. Laura, poznaj Carlosa, Logana i…- to rzucił karcące spojrzenie na blondyna- Kendalla.

-cześć.- podałam rękę każdemu z nich.

-może cię oprowadzić? - przed szereg wysunął się Kendall

-w sumie… czemu nie…- mimo, że stałam do Jamesa tyłem, widziałam, że zgromił kolegę wzrokiem. Kiedy obejrzałam już wszystko usiedliśmy w altance w ogrodzie. Stały tam dwie trzy osobowe kanapy, gdy usiadłam na jednej z nich dosiadł się do mnie James za chwilę w jego ślady poszedł Kendall. Było mi troszkę ciasno, ale spokojnie z boku zmieściła by się jeszcze jedna osoba. Chłopakom  nie przeszkadzał taki ścisk, przeciwnie, byli z tej bliskości bardzo zadowoleni. Do domu wróciłam koło 20, oczywiście odwiózł mnie James.

-Laura… nie wiem jak to powiedzieć… chciała byś z nami zamieszkać?

- James, nie wiem… przyjechałam tu do mamy rzadko się z nią widzę…

-powiedz, że będziesz ją odwiedzać w weekendy.

-spróbuje. Wyślę ci sms’a

- ok pa… na pożegnanie dostałam buziaka w policzek. Gdy wysiadłam James zawołał mnie z powrotem.

-co się stało?

-coś ci wypadło

-gdzie? nie widzę…

- wsiądź to zobaczysz-kiedy ponownie usiadłam w fotelu auta James wskazał mały przedmiot na podłodze. Równocześnie po niego sięgnęliśmy i nasze głowy  się uderzyły, James podniósł swój wzrok na mnie i zaczął zbliżać się do moich ust. Zaczął mnie delikatnie całować czekając na ruch z mojej strony. Chętnie mu odpowiedziałam. Poczułam, że kąciki ust Jamesa lekko się uniosły, specjalnie skłamał… ten to ma sposoby… kiedy chłopak się ode mnie oderwał miał taki zaciesz na twarzy jakby wygrał w lotto.

-nie wolno kłamać- powiedzałam  i udałam focha odwracając głowę w drugą stronę.

-ale ja nie kłamałem… zobacz-chłopak schylił się i specjalnie oparł głowę o moje kolana szukając czegoś- śrubka.- nadal nic nie mówiłam- oj no nie fochaj się…- chłopak przekręcił mi głowę i zaczął namiętnie całować. Zapomniałam, że mam na niego focha, James tak świetnie całował, że nie wiedziałam jak się nazywam. Wplotłam palce w jego włosy i chciałam by ta chwila się nie kończyła. Niestety musiałam już iść.

-pa

-pa!- zaczekałam aż James zniknie mi z pola widzenia i weszłam do domu.

1 komentarz: