piątek, 28 czerwca 2013

środa, 26 czerwca 2013

rozdział 4


Bardzo się zdziwiłam gdy mama pozwoliła mi zamieszkać u chłopaków (podejrzewam, że widziała mnie i Jamesa w aucie…). Następnego dnia byłam już spakowana i o 15 zjawiłam się u chłopaków. Tym razem w domu było spokojniej, James zaprowadził mnie do mojego pokoju, a potem bardzo dokładnie oprowadził mnie po swoim(założył, że spędzę w nim więcej czasu niż w moim). Dał mi czas na rozpakowanie się ,a sam zszedł na dół. Kiedy dołączyłam do reszty osób, James podbiegł do mnie i wręczył małe pudełko, był w min miś który po naciśnięciu zaczyna śpiewać piosenkę „happy birthday to you”.
-jejku, jest uroczy dziękuję, nie musiałeś
-musiałem, przecież masz dziś urodziny.- w tym samym czasie dołączył do nas Kendall
-ja też coś dla ciebie mam…- James spojrzał na blondyna ze zdziwieniem- proszę.- chłopak założył mi na ręce małą bransoletkę ze znaczkiem mojego znaku zodiaku, rakiem.
-jest śliczna, dzięki
-a czemu zawsze my o niczym nie wiemy!?- Logan i Carlos się zdenerwowali.
-zawsze wiecie gdzie jest fajna impreza…
- w sumie racja, dzięki James.
-chłopaki zaraz wracam. Muszę zadzwonić.
-spoko!- kiedy miałam wrócić na dół usłyszałam rozmowę Jamesa i Kendalla.
-czemu mi kradniesz dziewczynę co!?
-nie kradnę! Nie mogę dać mojej koleżance prezentu na urodziny!?
-koleżance!? Proszę cię! Dwa razy ją widziałeś!
-a ty ile razy!?
-…na pewno więcej niż ty!
-wiesz co? Nigdy cię nie lubiłem. Myślałem, że może jak cie lepiej poznam to cię polubię, ale widzę, że nic z tego!- zobaczyłam, że chłopak zbliża się w stronę schodów,  więc uciekłam do mojej sypialni. Po pięciu minutach zeszłam na dół.
-cześć! A… gdzie macie Kendalla?
-A CO TY TAKA CIEKAWA JESTEŚ O NIEGO!- po tych słowach James wyszedł z ich przestronnego salonu i pobiegł do swojego pokoju.
- a tego co ugryzło?
-eh… tego co dwa dni coś gryzie.
-chłopaki… a James nie za bardzo lubi Kendalla, nie?
-no … to nie jest tak, że się nie lubią… tylko bardzo często się kłócą. Teraz było lepiej, ale znowu się chyba pokłócili…- po tym zdaniu Carlosa zrobiło mi się przykro, bo zdałam sobie sprawę, że to prze ze mnie. Odwróciłam się i pobiegłam do swojego pokoju. Spędziłam w nim resztę dnia, a około 20 przyszedł do mnie James.
-można?
-tak, proszę
-przepraszam cię za moje zachowanie… nie powinienem tak krzyczeć… w końcu to nie twoja wina…
- James… nic się nie stało… każdy mam prawo być czasem zły…- chłopak uśmiechnął się lekko i gdy chciał mnie pocałować odwróciłam głowę  
-co tam?- Nie odpowiedziałam.- możesz mi powiedzieć…
-nie powinnam się do was przeprowadzać…
-czemu tak mówisz?
-nie chcę żebyście się przeze mnie kłócili
- no świetnie! Kolejna dziewczyna z głowy!
- James to nie tak, że ja nie chcę już z tobą być… po prostu źle zrobiłam, że się do was przeprowadziłam, i tyle
- Laura, posłuchaj, jeśli kochasz mnie tak mocno jak ja ciebie, to żadna kłótnia nas nie zniszczy.
- tak myślisz?
- nie. Ja to wiem.- James zaczął mnie całować, więc znów nie mogłam się na niczym skupić.- masz zamiar spać sama w tym ciemnym, małym, nieładnym, źle umeblowanym pokoju?
- James, ja jeszcze…
-tylko chciałem zaproponować zmianę pokoju. Nic więcej.-chłopak dodał na swoje usprawiedliwienie
-nic więcej?
-obiecuję.
-zastanowiłam się jeszcze, po czym przytaknęłam Jamesowi głową, wzięłam swoją piżamę i poszłam do łazienki. Leżąc w wannie, wypełnionej po brzegi gorącą wodą, zaczęłam zastanawiać się czy dobrze zrobiłam. Znając to jak działa na mnie podryw bruneta, tej nocy mogły dziać się różne rzeczy. Wystarczyłoby, żeby James zaczął mnie całować inaczej niż kiedykolwiek… nie miałabym nad sobą kontroli, namówiłby mnie na wszystko. Postanowiłam wyjść z kąpieli bojąc się scenariuszy, jakie zacznie podsuwać mi wyobraźnia. Ubrałam się w za długą koszulkę i krótkie spodenki, a następnie udałam się do pokoju Jamesa. Po otworzeniu drzwi na chwilę zapomniałam o oddychaniu. Brunet leżał już w swoim łóżku słuchając muzyki, ręce miał pod głową i ubrany był tylko w krótkie spodenki. Gdy zorientował się, że ktoś wszedł do pokoju otworzył oczy i uśmiechnął się w moją stronę. Nogi mi się ugięły, chłopak przesunął się i poklepał wolne miejsce na podwójnym łóżku.

-ślicznie wyglądasz- James nie mógł się powstrzymać i przejrzał mnie wzrokiem od góry do dołu- nie wiedziałem, ze w piżamie też jesteś taka seksowna.
-chętnie też bym ci coś powiedziała, ale za dużo wymieniania.-odpowiedziałam szybko i położyłam się tyłem do Jamesa, który  właśnie gasił lampkę nocną. Nie mogłam zasnąć, więc niechętnie przewróciłam się na drugi bok. Zdziwiłam się widząc świecące oczy bruneta.- nie śpisz?
-nie mogę zasnąć, a ty?
- nie jestem przyzwyczajona do spania w dwie osoby…- przyznałam ze wstydem w głosie
-dla mnie to też nowość. Ale z tego, co widzę, to bardzo przyjemnie się zaczyna.- James zbliżył swoją twarz do mojej i zaczął całować. Jego usta były delikatne, ale w pocałunku było coś namiętnego… coś… opiekuńczego? Brunet całował mnie w taki sposób jakby chciał na długo zapisać moje usta w swojej pamięci. James oderwał swoją twarz od mojej i uśmiechnął się triumfalnie. Podniósł się delikatnie i składając delikatne pocałunki na miom czole, nosie, ustach, policzku, zjeżdżał powoli do mojej szyi, na której zrobił malinkę. Pocałował mnie jeszcze raz w usta i delikatnie położył się na łóżku. Ja wtuliłam się w jego tors i zasypiając próbowałam sobie uświadomić, co przed chwilą się stało.  

środa, 19 czerwca 2013

rozdział 3


kiedy James odwiózł mnie do domu poprosił o mój numer telefonu,  by tym razem on mógł do mnie zadzwonić. Następnego dnia kompletnie zapomniałam o Dannym, w głowie miałam tylko Jamesa. Chłopak zadzwonił do mnie tak jak obiecał i zaprosił na „herbatkę”. Od razu powiadomił mnie o tym, że może być troszkę nienormalnie i żebym nie liczyła na jakiś cud, powiedział to tak „na wszelki wypadek żebym była gotowa na wszystko”. Około 14 James podjechał po mnie swoim białym mercedesem bez dachu i zawiózł do swojej willi.

-cześć!- już w progu przywitało mnie trzech chłopaków. No nie do końca… od stóp do głów umazania byli czymś białym, kolorowym,  w rękach mieli podłużne, metalowe pojemniki i ganiali się po całym domu. Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam się śmiać. James zauważył, że przyjęłam to dobrze i też się śmiał.


W pewnym momencie ktoś przebiegł przede mną i za chwilę byłam umazana kolorowym czymś.

-oj… sorka, niechcący…- i pobiegł dalej. Jamesowi się to nie spodobało.

-CARLOS!!!- Latynos zauważył, że nie ucieknie i wrócił do nas- przeproś ją.

-przecież przeprosiłem!-

-jeszcze raz!

-przepraszam że cię ubrudziłem serpentyną w spreyu.

-tak lepiej

-James… - za chwilę James odlepił ze mnie resztki tego świństwa i byłam czysta

-czekaj chwilkę…- odwrócił się w stronę ganiających się chłopaków.- chcecie poznać moją nową koleżankę czy nie!?

-ta… koleżankę…- blondyn nie wierzył w to, że jestem tylko koleżanką Jamesa.

-to jest Laura. Laura, poznaj Carlosa, Logana i…- to rzucił karcące spojrzenie na blondyna- Kendalla.

-cześć.- podałam rękę każdemu z nich.

-może cię oprowadzić? - przed szereg wysunął się Kendall

-w sumie… czemu nie…- mimo, że stałam do Jamesa tyłem, widziałam, że zgromił kolegę wzrokiem. Kiedy obejrzałam już wszystko usiedliśmy w altance w ogrodzie. Stały tam dwie trzy osobowe kanapy, gdy usiadłam na jednej z nich dosiadł się do mnie James za chwilę w jego ślady poszedł Kendall. Było mi troszkę ciasno, ale spokojnie z boku zmieściła by się jeszcze jedna osoba. Chłopakom  nie przeszkadzał taki ścisk, przeciwnie, byli z tej bliskości bardzo zadowoleni. Do domu wróciłam koło 20, oczywiście odwiózł mnie James.

-Laura… nie wiem jak to powiedzieć… chciała byś z nami zamieszkać?

- James, nie wiem… przyjechałam tu do mamy rzadko się z nią widzę…

-powiedz, że będziesz ją odwiedzać w weekendy.

-spróbuje. Wyślę ci sms’a

- ok pa… na pożegnanie dostałam buziaka w policzek. Gdy wysiadłam James zawołał mnie z powrotem.

-co się stało?

-coś ci wypadło

-gdzie? nie widzę…

- wsiądź to zobaczysz-kiedy ponownie usiadłam w fotelu auta James wskazał mały przedmiot na podłodze. Równocześnie po niego sięgnęliśmy i nasze głowy  się uderzyły, James podniósł swój wzrok na mnie i zaczął zbliżać się do moich ust. Zaczął mnie delikatnie całować czekając na ruch z mojej strony. Chętnie mu odpowiedziałam. Poczułam, że kąciki ust Jamesa lekko się uniosły, specjalnie skłamał… ten to ma sposoby… kiedy chłopak się ode mnie oderwał miał taki zaciesz na twarzy jakby wygrał w lotto.

-nie wolno kłamać- powiedzałam  i udałam focha odwracając głowę w drugą stronę.

-ale ja nie kłamałem… zobacz-chłopak schylił się i specjalnie oparł głowę o moje kolana szukając czegoś- śrubka.- nadal nic nie mówiłam- oj no nie fochaj się…- chłopak przekręcił mi głowę i zaczął namiętnie całować. Zapomniałam, że mam na niego focha, James tak świetnie całował, że nie wiedziałam jak się nazywam. Wplotłam palce w jego włosy i chciałam by ta chwila się nie kończyła. Niestety musiałam już iść.

-pa

-pa!- zaczekałam aż James zniknie mi z pola widzenia i weszłam do domu.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

rodział 2

-tydzień później-
‘Rozmowa przez telefon’
-cześć pamiętasz mnie jeszcze? Zaniosłeś mnie do szpitala  gdy się wywróciłam.
-tak jasne!
-może byśmy się spotkali na kawie?
-chętnie. Może dziś o… 14?
-jasne, do zobaczenia!
-na spotkaniu-
-fajnie, że zadzwoniłaś, jestem James.
-Laura- chłopak miał na sobie czapkę ciemne okulary i bluzę zapiętą pod szyję, lecz wydawało mi się, że skądś go znam.- nie za ciepło ci?
-nie jest akurat…- wyraźnie się zestresował- to… mieszkasz tu od dawna? Jeszcze cię tu nie spotkałem.
-nie, moi rodzice się rozwiedli i przyjechałam do mamy na wakacje, a ty?
-ja tu mieszkam, ale dużo podróżuję i rzadko jestem w domu na dłużej.
-fajnie tak podróżować prawda? Ciągle poznawać nowe miejsca…
-tak, ale są też tego wszystkiego wady. Jeszcze nigdy nie udało mi się przetrwać w jakimś związku dłużej niż dwa tygodnie.-z Jamesem świetnie mi się gadało, nawet nie zauważyłam kiedy minęły cztery godziny!
-James ja chyba muszę już iść…
-mogę cię odprowadzić.
-nie… to jest daleko … Pojadę taxi.
-mogę cię podwieźć- chłopak nie dawał za wygraną
-no dobrze.
-mam auto w garażu chodź.- dom Jamesa był zaraz za rogiem. Była to biała willa większa od mojej. Moje rozmyślania jak może wyglądać w środku przerwał głos Jamesa
-zaczekasz tu chwilę?
-oczywiście-kiedy James otworzył garaż okazało się, że nie ma kluczyków od auta.
-poczekasz jeszcze chwilkę? Kumple znów zakosili mi kluczyki.
-jasne idź.- chłopak zniknął za drzwiami i za chwilę usłyszałam krzyki.
-DEBILE! TO MOJA ULUBIONA BLUZA! KTO WAM DAŁ BITĄ ŚMIETANĘ! CO TAK RŻYCIE!? ODDAJCIE MI KLUCZYKI DO AUTA LEPIEJ!- za chwilę do garażu wyskoczył James. Był bez koszulki, czapki i okularów. Ale ja wcześniej byłam ślepa… przecież to James Maslow!
-James?- nie wiedziałam na co się patrzeć, na jego twarz czy na pięknie wyrzeźbioną klatę.
-sorry, że ci nie powiedziałem, ale chciałem zobaczyć czy można mnie polubić nie za wygląd czy za kasę, ale za charakter…
-oczywiście, że można. Jeszcze nigdy nie spotkałam fajniejszego chłopaka…
-dziękuję – James podszedł do mnie i pocałował delikatnie w policzek prawie dotykając moje usta, odwzajemniłam mu się tym samym- to co jedziemy?
- James?
-co?
-koszulka
-wiedziałem, że coś mi nie pasuje.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

rozdział 1



Nareszcie! Upragnione wakacje. Wyjeżdżam z Chicago! Po rozwodzie moja mama wyjechała do los Angeles, a tata został w naszym starym mieście.  Mamy nie widziałam od  świąt. Cieszyłam się na to spotkanie. Gdy razem z moją siostrą Magdą dotarłyśmy na miejsce mama wybiegła nam na powitanie.
-dziewczynki!
-cześć mamao!- nasza mama nieźle urządziła się w LA. Wielka willa była widoczna z daleka. Przez resztę dnia rozmawiałyśmy o wszystkim i oglądałyśmy stare zdjęcia. Następnego dnia postanowiłam zwiedzić okolicę. Szłam brzegiem plaży kiedy coś przygniotło mnie do złocistego piasku.
-Rex! Niedobre psisko! Złaź  z…- kiedy pies odsłonił moją twarz chłopak na chwilę się zawiesił, gdy znów normalnie funkcjonował, pomógł mi wstać.
-jestem Danny
-Laura, hej. Dzięki za pomoc.
-niema za co, Rex normalnie taki nie jest, przepraszam za niego.
-spoko nic mi nie jest.
-chciałabyś się przejść?
-czemu nie…- resztę dnia spędziłam na spacerowaniu po plaży z Dannym.
-w domu-
-gdzie ty byłaś cały dzień!?
-sorry Madzia…- mówiłam w taki sposób, że moja siostra od razu wiedziała o co chodzi.
-zakochałaś się!
-no nie wiem, może…
-gadaj jaki jest!- no i zaczęłam jej opisywać Dannego.
-tydzień później-
-Laura! To nie tak jak myślisz!
-odwal się ode mnie! Wszyscy faceci są tacy sami! Ale ty!? Jak mogłaś mi to zrobić!? Własnej siostrze!!!
-to on zaczął mnie całować!
-gdyby tak było to byś się od niego oderwała! Nie chcę cię znać!- poczułam jak do moich oczu napływają łzy, zaczęłam biec przed siebie nie patrząc pod nogi, co pewnie było przyczyną mojego upadku. Szybko próbowałam wstać, ale noga odmówiła mi posłuszeństwa. Ktoś szybko do mnie podbiegł.
-nic ci się nie stało!?
-nic! Zostaw mnie!
-spoko, chciałem tylko pomóc
-czekaj, przepraszam, pomożesz mi?- chłopak nie pytając o nic wziął mnie na ręce i zaniósł do pobliskiego szpitala. Podczas drogi próbowałam protestować, ale to nic nie dawało. Kiedy miał mnie zostawić wręczył mi do ręki kawałek papieru.
-wypadło ci
-dzięki, dzięki za wszystko
-drobiazg. Muszę lecieć, do zobaczenia!- zdziwiło mnie to, że chłopak powiedział to tak jakbyśmy żegnali się na parę dni, ale za chwilę pojechałam na prześwietlenie. Na szczęście miałam tylko mocno obtłuczoną nogę. Za około godzinę przyjechała po mnie mama.
-pokłóciłaś się o coś z Magdą?
-nie… dlaczego pytasz?
-przyszła do domu jakaś taka… inna.
-musiało ci się zdawać.- w domu moja „kochana” siostrzyczka nie odzywała się do mnie. W sumie miałam to gdzieś. Usunęłam kontakt Dannego z telefonu i postanowiłam o nim zapomnieć. Kiedy się przebierałam znalazłam skrawek papieru w kieszeni spodni. Przypomniało mi się, że dostałam go od nieznajomego który mi pomógł była na nim napisany numer telefonu i podpis XOXO JM. Z czymś mi się to kojarzyło ale nie wiedziałam z czym.