środa, 28 sierpnia 2013
do zobaczenia za pół roku!
Jakoś się zawiesiłam w pisaniu bloga ostatnio... może dlatego, że mało jestem przy kompie... ale do konkretów. Przez jakieś pół roku mam zamiar napisać parę części i potem dopiero je dodawać żeby było bardziej płynnie, bo pomysły to ja mam tylko nie mam za dużo czasu żeby to napisać.... no to do zobaczenia za pół roku!
wtorek, 30 lipca 2013
rozdział 6
Obudziłam się popołudniu,
przebrałam i zaczęłam pakować swoje rzeczy do torby. Nie mogłam zostać tu
dłużej, przecież mieszkałam tu ze względu na Jamesa, a teraz… moje rozmyślania
przerwało pukanie do drzwi .
-Laura już nie śpisz?- to był
Carlos
-nie już wstałam, wejdź.- drzwi
się otworzyły, ale nie zobaczyłam w nich Losa tylko… Magdę.- Co tu robisz?
-ja…- zamknęła drzwi- chciałam
cię przeprosić. Jestem najgorszą siostrą na świecie. Przepraszam, wybaczysz
mi?- Magda miała łzy w oczach, tak naprawdę pierwszy raz tak poważnie się
pokłóciłyśmy. Zdarzyło nam się sprzeczać o ubrania i inne głupoty, ale zawsze
szybko się godziłyśmy.
-jasne, że ci wybaczę,
siostrzyczko- podeszłam do niej i się przytuliłyśmy.
-Laura, a ciebie, który chłopak
tu sprowadził? Bo nawet nie miałyśmy okazji porozmawiać wcześniej.-zachciało mi
się płakać, ale postanowiłam nie marnować łez na takiego dupka.
-James, ale jak widać- wskazałam
na swój bagaż- nie na długo.
-wracasz do domu?
-tak, ale nie chcę na razie o tym
rozmawiać.-w tym momencie drzwi do pokoju gwałtownie się otworzyły i do pokoju
wpadł Carlos i Logan.
-nie możesz się od nas
wyprowadzić!
-chłopaki, nie wiecie o co chodzi
to się nie wtrącajcie!- do pokoju wpadł Kendall i złapał mnie za ręce
-On ma rację. Musisz zostać.
-dla kogo !?
-…dla mnie
-ale Kendall…
-proszę.- nie wiedziałam co
powiedzieć więc przytuliłam się do blondyna, za chwilę dołączyła do nas reszta
i wyglądaliśmy jak teletubisie. Pierwszy odezwał się Carlos
- Dobra puszczajcie bo się
uduszę, Laura oczywiście jeśli brakuje ci u nas babskiego towarzystwa Magda
może też się wprowadzić. Chłopak spojrzał na nią z dziwnym uśmiechem, a ona
zgarnęła włosy za ucho.- Toco? Rozpakuj się i idziemy świętować!
-co świętować?- nawet nie
zauważyłam, kiedy do pokoju wszedł James.
-to, że Laura jest znów
wolna.-Kendall nie oszczędzał bruneta.
-tylko jej dziecka od razu nie
zrób!- powiedział James i zszedł po schodach. Pięści Kendalla się zacisnęły,
chłopak chciał mu coś krzyknąć, ale w porę się opanował. Całą szóstką świetnie
się bawiliśmy, wesołe miasteczko, kino, chłopaki pozwolili nam również na
„małe” zakupy, które trwały 2 godziny… Zauważyłam, ze Carlosowi wyjątkowo
spodobało się ocenianie jak ślicznie moja siostra wygląda w różnych strojach…
Oczywiście Magda z Losem uwiecznili cały dzień w tysiącach zdjęć i filmików. Do
domu wróciliśmy ok. 20, to co tak zastaliśmy zwaliło nas z nóg. Wszędzie walały
się puszki po piwie, a w niektórych miejscach potłuczone szkło.
-gorzej niż zwykle…- Logan głośno
wypuścił powietrze z płuc
-co!?co to znaczy gorzej niż
zwykle!?- Magda była zszokowana tak jak ja
-no Jamesowi zdarza się upić…
-…czasem nawet bez powodu…
-…ale jak ma powód to potem ma
dwu dniowy zgon…
-nic mu nie mówicie!?
-próbujemy!- poczułam się
okropnie, zdałam sobie sprawę, że to częściowo moja wina, niby wcale tego po
sobie pokazał, ale… poczułam ścisk w gardle poczułam, że zaraz się rozpłaczę.
-ja jeszcze się trochę przejdę…-
powiedziałam i wybiegłam z domu. Usiadłam na plaży przy samym brzegu i zaczęłam
płakać. Wiedziałam, że dobrze zrobiłam rozstając się z Jamesem on był totalną
świnią! Najpierw ćwierka do mnie słodziutko, że mnie kocha, a potem jeszcze
tego samego dnia zdradza mnie z jakąś nieznajomą laską… w tej samej chwili poczułam
jak ktoś zakrywa mi oczy.
-dlaczego siedzi pani tu taka
samotna?- poznałam ten głos od razu, kiedy się odwróciłam zobaczyłam pokręcone
włosy i gitarę wystającą zza pleców.
-George! Co ty tutaj robisz? Jak ja cię dawno nie widziałam!
-Przyjechałem do LA na wakacje.
Mieszkam u wujka. A ty co tu robisz?
-Moja mama tu mieszka i przyj…
-wiem, ale dlaczego siedzisz sama
na tej plaży?
-a tak się przeszłam…
-widzę, że coś jest nie tak. Pokłóciłaś
się z Magdą?
-nie. Czy nie mogę się sama
przejść?
-płakałaś.
-nie..- nie wiedziałam czy mam
powiedzieć George’owi o Jamesie. Ale to mój przyjaciel…- tak, trochę płakałam…
-no to co się stało?-
powiedziałam Goerge’owi w skrócie o mojej przygodzie a on tylko objął mnie w
pasie i przytulił- nie masz co się przejmować takim dupkiem…
-dziękuję, że nawet, jeśli nie
jesteśmy parą mogę Ci się wygadać.
- spoko, przecież jestem twoim przyjacielem…- przez
chwilę siedzieliśmy w ciszy i w końcu George powiedział, że za jakiś czas musi
być w domu, ale może mnie odprowadzić. Zgodziłam się, teoretycznie nie miałam
innego wyboru, bo George jest strasznie uparty. Kiedy przeszłam przez próg
mieszkania chłopaków poczułam się jak po swojej pierwszej randce… tylko zamiast
mojego ojca stał przede mną Kendall.
-Kim on jest.-wszyscy spojrzeli
się na nas z kanapy w salonie
-to mój przyjaciel. Mogę przejść?-
chłopak zignorował moje pytanie i kontynuował przesłuchanie.
-nie jesteś z LA, tak szybko
znalazłaś sobie przyjaciela?
-znam Georga z Chicago. Przyjechał
tu do swojego wujka.
-w tym samym terminie co ty?!
-po pierwsze jestem tu przez całe
wakacje, a po drugie to TYLKO mój przyjaciel!
-nie wiedziałem, że przyjaciele
chodzą ze sobą za rękę!
-…kiedyś byliśmy razem… czekaj…
ty nas szpiegowałeś!?
-wyjrzałem przez okno
akurat wtedy, kiedy szliście.-łatwo było sprawdzić czy kłamie
- Magda? Jaki film oglądacie?
-Carlos włączył jakiś
horror
-Laura! Co to ma do
rzeczy!?
-chłopaki nigdy nie
odchodzą od telewizora w połowie horroru, a poza tym, żeby nas zobaczyć musiał
byś się wychylić przez okno z całej siły! Nie ma opcji, żebyś „tak po prostu”
nas zobaczył!!!-na to brakło mu słów. Wszedł po schodach na piętro i głośno
trzasnął drzwiami od swojego pokoju.-kurwa, już drugi w tym tygodniu.-
powiedziałam do siebie pod nosem i spojrzałam na Magdę, Carlosa i Logana,
którzy dziwnie się na mnie patrzyli.- Carlos! A może ty chcesz mi zrobić o coś
wyrzuty sumienia!?-chłopak dziwnie się na mnie spojrzał i już miał coś
powiedzieć, ale mu przeszkodziłam – Logan! Tobie nic nie przeszkadza!? Magda! A
może ty!? No powiedz mi! Coś jeszcze zrobiłam źle!?-ona też chciała coś
powiedzieć, ale krzyknęłam tylko, żeby mnie nie szukali i wyszłam z domu. „Do mamy
nie pójdę… ale do willi chłopaków też się nie wrócę, więc zostaje mi ławka w
parku…” miałam nadzieję, że nie będzie padało, ale na moje nieszczęście zaczęło
kropić. Weszłam do pierwszego z brzegu baru i wzięłam sobie drinka żeby się
troszkę rozgrzać, na moje szczęście wyglądałam na 21 lat i spokojnie sprzedali
mi alkohol. Potem podszedł do mnie barman i powiedział, że ten pan *wskazał na gościa w rogu sali* zapłacił
za drinka dla mnie. Zdziwiło mnie to, ale przyjęłam szklankę i uśmiechnęłam się
do wskazanego mężczyzny. No i to by było na tyle mojej pamięci tego wieczora.
Gdy
obudziłam się rano zobaczyłam przed sobą twarz śpiącego Kendalla,
przestraszyłam się, ale postanowiłam się opanować i po cichu wyjść z jego
pokoju. Ku mojemu zdziwieniu, kiedy usiadłam na łóżku, blondyn złapał mnie w
pasie i przyciągnął do siebie.
-obiecałem twojej
siostrze, że jak cię znajdę to nie pozwolę Ci uciec drugi raz… -mówił jak
pijany, chichocząc i rzeczywiście, kiedy pocałował mnie w policzek poczułam jego
w oddechu parę promili.
-Kendall upiłeś się.
-ty też. Ale różnica
jest taka, że ja prawie legalnie, a ty nielegalnie.- Powiedział, zaczął się śmiać
i ułożył mnie znów do snu.- a teraz idziemy spać księżniczko… dobranoc…- dodał
i pocałował mnie w nos
-ale już jest rano.
-trudno- dodał
chichocząc i zaraz znów spał, a ja szybko poszłam w jego ślady.
**************************************************************************
ludu... proszę was... komentujcie.... plissss....
piątek, 19 lipca 2013
rozdział 5
- Laura, wstawaj…
-yhm…- jęknęłam i przewróciłam
się na drugi bok
- Laura… - James zachęcając mnie
bym otworzyła oczy zaczął mnie całować. Temu nie mogłam się poddać, za chwilę
oślepiło mnie jasne światło.- jesteś taka urocza kiedy śpisz.
- a teraz Ci się nie podobam?
-teraz jesteś urocza, seksowna,
pociągająca… ale gdybym zobaczył Cię bez niektórych części garderoby mógłbym
dodać jeszcze parę określeń…
-erotoman… -powiedziałam pod
nosem
-jak mnie nazwałaś!?
-erotomanem- odparłam bardziej
zdecydowanym tonem
-pożałujesz tego…- ostrzegł mnie
James i na jego twarz wkradł się złowrogi uśmiech
-co ty…- niestety nie zdążyłam
zadać pytania do końca, ponieważ brunet zaczął mnie łaskotać- hahaha James!
Przestań hahaha!!!!! James!
-słucham?
-przestań mnie łaskotać! Brzuch
mnie już boli!
-coś za coś!
-co chcesz?
-będziesz ze mną spała do końca
miesiąca i będziesz do mnie mówiła miłe słówka!
-chyba w snach!
-nie to nie…- i James znów mnie
łaskotał. Boże on jest nie do wytrzymania! Za chwilę zza ściany usłyszeliśmy
głos zaspanego Carlosa.
-możecie się gwałcić troszkę
ciszej???
-nie!- James niczym się nie
przejmował i dalej mnie łaskotał
-dobrze James niech ci będzie!
Wygrałeś…
-tak!
-ale teraz nie mogę się ruszać.
-trudno, mogę cię zanieść. Teraz
powinnaś powiedzieć „dziękuję kotku, że tak o mnie dbasz”
-serio?
-mam cię znów zacząć…
-szantażysta…- brunet spojrzał na
mnie i prawie znów zaczął łaskotać, ale się poddałam
-dziękuję kotku, że tak o mnie
dbasz…
-ale entuzjastycznie…- zanim się
obejrzałam James znosił mnie na dół. Na dole siedzieli już Kendall i Logan. Gdy
Kend nas zobaczył szybko wyszedł bez słowa, a Logan zaczął się śmiać.
- coś cię boli?
-taka kara dla Jamesa za to, że
się nade mną znęcał.
-tylko ją łaskotałem!- szybko
usprawiedliwił się James.
-dobra ty już się nie tłumacz.
Każdy wie o twoim drugim życiu…-
*niezręczna cisza, chłopaki mierzą się wzrokiem*
-jeszcze chwila i sam bym ci
uwierzył!
-ma się ten talent…
-zaraz wracam kotku.
-jasne.- za chwilę do pokoju
wpadł Kendall złapał mnie za rękę i wyciągnął na zewnątrz.-czego chcesz?
Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś? I weź mnie puść!
-ciszej. Już cię puszczam.
-to po co mnie tu uprowadziłeś?
-nie możesz się spotykać z
Jamesem
-niby dlaczego?
-to nie jest chłopak dla ciebie.
On się tylko bawi twoimi uczuciami! Nie kocha cię! Chcesz? Mogę ci dać numer do
jego byłej, spytasz się jej, jaki James jest naprawdę.
-James taki nie jest! Mówisz to
tylko dlatego bo go nie lubisz!
-pożałujesz, że mnie nie
posłuchałaś.
-tak, tak jasne…- powiedziałam i
wróciłam do środka. W tym samym momencie James zszedł z piętra.
-rozmawiałaś z Kendallem?
-tak. Mówił mi jak bardzo ci
zazdrości.- odpowiedziałam i dałam chłopakowi buziaka w policzek.
-mała, a może chciała byś się
przejść dziś wieczorem do klubu?
-chętnie. Dawno nigdzie nie
byłam.
-to jedz śniadanie i zacznij się szykować, podobno niektórym kobietom zajmuje to 4 godziny.- około 16 zaczęłam się szykować, a do Jamesa zeszłam o 18 ubrana w granatowo czarne zakolanówki i czarne szpilki ze złotymi kolcami.
-gotowa!- krzyknęłam, schodząc na
dół wzięłam jeszcze błyszczącą torebkę w kształcie bombki i razem z Jamesem
ubranym w dżinsy, białą koszulę i Vansy wsiedliśmy do jego białego mercedesa.
Na dyskotece bawiłam się wspaniale, przetańczyliśmy chyba wszystkie piosenki.
Kiedy brunet też się w końcu zmęczył pozwolił mi pójść do toalety, a sam usiadł
na czerwonej kanapie. Gdy wyszłam z wc zrozumiałam słowa Kendalla, James na
moich oczach lizał się z jakąś laską! Chciałam wyjść z klubu niezauważona przez
mojego partnera, ale ten zauważył mnie przy samym wyjściu.
-chcesz już iść?
-tak James ja już pójdę, ale ty
możesz wrócić do swojej nowej koleżanki.
-co? Jakiej koleżanki?
-widziałam jak się z nią
całowałeś dupku! Wracaj do tej kurwy! Już mnie nie obchodzisz!
-nie wiesz, co tracisz…
-wiem, że na pewno nie stracę
życia na takiego debila jak ty!- krzyknęłam mu prosto w twarz i wybiegłam z
klubu. Kiedy dotarłam do willi chłopaków Kendall oglądał TV.
-Ej co ci się stało? Gdzie jest
James?
-miałeś rację on tylko się mną
bawił…- oczy miałam zalane łzami, ale poczułam, że ktoś mnie przytula. Bardzo
mi to pomogło. Od razu poszłam do swojego pokoju przebrałam się w piżamę i
zasnęłam. James wrócił do domu nad ranem co poznałam po przekleństwach które z
siebie wydał gdy uderzył się o szafkę która stała na środku pokoju, dziwne
zawsze była pod ścianą…
przepraszam że tak długo nie dodaje :( w roku szkolnym napewno będzie częściej.
przepraszam że tak długo nie dodaje :( w roku szkolnym napewno będzie częściej.
piątek, 28 czerwca 2013
środa, 26 czerwca 2013
rozdział 4
Bardzo się zdziwiłam gdy mama pozwoliła mi zamieszkać u
chłopaków (podejrzewam, że widziała mnie i Jamesa w aucie…). Następnego dnia
byłam już spakowana i o 15 zjawiłam się u chłopaków. Tym razem w domu było
spokojniej, James zaprowadził mnie do mojego pokoju, a potem bardzo dokładnie
oprowadził mnie po swoim(założył, że spędzę w nim więcej czasu niż w moim). Dał
mi czas na rozpakowanie się ,a sam zszedł na dół. Kiedy dołączyłam do reszty
osób, James podbiegł do mnie i wręczył małe pudełko, był w min miś który po
naciśnięciu zaczyna śpiewać piosenkę „happy birthday to you”.
-jejku, jest uroczy dziękuję, nie musiałeś
-musiałem, przecież masz dziś urodziny.- w tym samym czasie
dołączył do nas Kendall
-ja też coś dla ciebie mam…- James spojrzał na blondyna ze
zdziwieniem- proszę.- chłopak założył mi na ręce małą bransoletkę ze znaczkiem
mojego znaku zodiaku, rakiem.
-jest śliczna, dzięki
-a czemu zawsze my o niczym nie wiemy!?- Logan i Carlos się
zdenerwowali.
-zawsze wiecie gdzie jest fajna impreza…
- w sumie racja, dzięki James.
-chłopaki zaraz wracam. Muszę zadzwonić.
-spoko!- kiedy miałam wrócić na dół usłyszałam rozmowę Jamesa
i Kendalla.
-czemu mi kradniesz dziewczynę co!?
-nie kradnę! Nie mogę dać mojej koleżance prezentu na
urodziny!?
-koleżance!? Proszę cię! Dwa razy ją widziałeś!
-a ty ile razy!?
-…na pewno więcej niż ty!
-wiesz co? Nigdy cię nie lubiłem.
Myślałem, że może jak cie lepiej poznam to cię polubię, ale widzę, że nic z
tego!- zobaczyłam, że chłopak zbliża się w stronę schodów, więc uciekłam do mojej sypialni. Po pięciu
minutach zeszłam na dół.
-cześć! A… gdzie macie Kendalla?
-A CO TY TAKA CIEKAWA JESTEŚ O
NIEGO!- po tych słowach James wyszedł z ich przestronnego salonu i pobiegł do
swojego pokoju.
- a tego co ugryzło?
-eh… tego co dwa dni coś gryzie.
-chłopaki… a James nie za bardzo
lubi Kendalla, nie?
-no … to nie jest tak, że się nie
lubią… tylko bardzo często się kłócą. Teraz było lepiej, ale znowu się chyba
pokłócili…- po tym zdaniu Carlosa zrobiło mi się przykro, bo zdałam sobie
sprawę, że to prze ze mnie. Odwróciłam się i pobiegłam do swojego pokoju. Spędziłam
w nim resztę dnia, a około 20 przyszedł do mnie James.
-można?
-tak, proszę
-przepraszam cię za moje
zachowanie… nie powinienem tak krzyczeć… w końcu to nie twoja wina…
- James… nic się nie stało… każdy
mam prawo być czasem zły…- chłopak uśmiechnął się lekko i gdy chciał mnie
pocałować odwróciłam głowę
-co tam?- Nie odpowiedziałam.-
możesz mi powiedzieć…
-nie powinnam się do was
przeprowadzać…
-czemu tak mówisz?
-nie chcę żebyście się przeze
mnie kłócili
- no świetnie! Kolejna dziewczyna
z głowy!
- James to nie tak, że ja nie
chcę już z tobą być… po prostu źle zrobiłam, że się do was przeprowadziłam, i
tyle
- Laura, posłuchaj, jeśli kochasz
mnie tak mocno jak ja ciebie, to żadna kłótnia nas nie zniszczy.
- tak myślisz?
- nie. Ja to wiem.- James zaczął
mnie całować, więc znów nie mogłam się na niczym skupić.- masz zamiar spać sama
w tym ciemnym, małym, nieładnym, źle umeblowanym pokoju?
- James, ja jeszcze…
-tylko chciałem zaproponować
zmianę pokoju. Nic więcej.-chłopak dodał na swoje usprawiedliwienie
-nic więcej?
-obiecuję.
-zastanowiłam się jeszcze, po
czym przytaknęłam Jamesowi głową, wzięłam swoją piżamę i poszłam do łazienki.
Leżąc w wannie, wypełnionej po brzegi gorącą wodą, zaczęłam zastanawiać się czy
dobrze zrobiłam. Znając to jak działa na mnie podryw bruneta, tej nocy mogły
dziać się różne rzeczy. Wystarczyłoby, żeby James zaczął mnie całować inaczej
niż kiedykolwiek… nie miałabym nad sobą kontroli, namówiłby mnie na wszystko.
Postanowiłam wyjść z kąpieli bojąc się scenariuszy, jakie zacznie podsuwać mi
wyobraźnia. Ubrałam się w za długą koszulkę i krótkie spodenki, a następnie
udałam się do pokoju Jamesa. Po otworzeniu drzwi na chwilę zapomniałam o
oddychaniu. Brunet leżał już w swoim łóżku słuchając muzyki, ręce miał pod
głową i ubrany był tylko w krótkie spodenki. Gdy zorientował się, że ktoś
wszedł do pokoju otworzył oczy i uśmiechnął się w moją stronę. Nogi mi się
ugięły, chłopak przesunął się i poklepał wolne miejsce na podwójnym łóżku.
-ślicznie wyglądasz- James nie
mógł się powstrzymać i przejrzał mnie wzrokiem od góry do dołu- nie wiedziałem,
ze w piżamie też jesteś taka seksowna.
-chętnie też bym ci coś
powiedziała, ale za dużo wymieniania.-odpowiedziałam szybko i położyłam się
tyłem do Jamesa, który właśnie gasił
lampkę nocną. Nie mogłam zasnąć, więc niechętnie przewróciłam się na drugi bok.
Zdziwiłam się widząc świecące oczy bruneta.- nie śpisz?
-nie mogę zasnąć, a ty?
- nie jestem przyzwyczajona do
spania w dwie osoby…- przyznałam ze wstydem w głosie
-dla mnie to też nowość. Ale z
tego, co widzę, to bardzo przyjemnie się zaczyna.- James zbliżył swoją twarz do
mojej i zaczął całować. Jego usta były delikatne, ale w pocałunku było coś
namiętnego… coś… opiekuńczego? Brunet całował mnie w taki sposób jakby chciał
na długo zapisać moje usta w swojej pamięci. James oderwał swoją twarz od mojej
i uśmiechnął się triumfalnie. Podniósł się delikatnie i składając delikatne
pocałunki na miom czole, nosie, ustach, policzku, zjeżdżał powoli do mojej szyi,
na której zrobił malinkę. Pocałował mnie jeszcze raz w usta i delikatnie
położył się na łóżku. Ja wtuliłam się w jego tors i zasypiając próbowałam sobie
uświadomić, co przed chwilą się stało.
środa, 19 czerwca 2013
rozdział 3
kiedy James odwiózł mnie do domu poprosił o mój numer telefonu,
by tym razem on mógł do mnie zadzwonić. Następnego
dnia kompletnie zapomniałam o Dannym, w głowie miałam tylko Jamesa. Chłopak zadzwonił
do mnie tak jak obiecał i zaprosił na „herbatkę”. Od razu powiadomił mnie o
tym, że może być troszkę nienormalnie i żebym nie liczyła na jakiś cud,
powiedział to tak „na wszelki wypadek żebym była gotowa na wszystko”. Około 14
James podjechał po mnie swoim białym mercedesem bez dachu i zawiózł do swojej
willi.
-cześć!- już w progu przywitało mnie trzech chłopaków. No nie
do końca… od stóp do głów umazania byli czymś białym, kolorowym, w rękach mieli podłużne, metalowe pojemniki i
ganiali się po całym domu. Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam się śmiać. James
zauważył, że przyjęłam to dobrze i też się śmiał.
W pewnym momencie ktoś
przebiegł przede mną i za chwilę byłam umazana kolorowym czymś.
-oj… sorka, niechcący…- i pobiegł dalej. Jamesowi się to nie
spodobało.
-CARLOS!!!- Latynos zauważył, że nie ucieknie i wrócił do nas-
przeproś ją.
-przecież przeprosiłem!-
-jeszcze raz!
-przepraszam że cię ubrudziłem serpentyną w spreyu.
-tak lepiej
-James…
- za chwilę James odlepił ze mnie resztki tego świństwa i byłam czysta
-czekaj chwilkę…- odwrócił się w stronę ganiających się
chłopaków.- chcecie poznać moją nową koleżankę czy nie!?
-ta… koleżankę…- blondyn nie wierzył w to, że jestem tylko
koleżanką Jamesa.
-to jest Laura. Laura, poznaj Carlosa, Logana i…- to rzucił
karcące spojrzenie na blondyna- Kendalla.
-cześć.- podałam rękę każdemu z nich.
-może cię oprowadzić? - przed szereg wysunął się Kendall
-w sumie… czemu nie…- mimo, że stałam do Jamesa tyłem,
widziałam, że zgromił kolegę wzrokiem. Kiedy obejrzałam już wszystko usiedliśmy
w altance w ogrodzie. Stały tam dwie trzy osobowe kanapy, gdy usiadłam na
jednej z nich dosiadł się do mnie James za chwilę w jego ślady poszedł Kendall.
Było mi troszkę ciasno, ale spokojnie z boku zmieściła by się jeszcze jedna
osoba. Chłopakom nie przeszkadzał taki
ścisk, przeciwnie, byli z tej bliskości bardzo zadowoleni. Do domu wróciłam
koło 20, oczywiście odwiózł mnie James.
-Laura… nie wiem jak to powiedzieć… chciała byś z nami
zamieszkać?
- James, nie wiem… przyjechałam tu do mamy rzadko się z nią
widzę…
-powiedz, że będziesz ją odwiedzać w weekendy.
-spróbuje. Wyślę ci sms’a
- ok pa… na pożegnanie dostałam buziaka w policzek. Gdy
wysiadłam James zawołał mnie z powrotem.
-co się stało?
-coś ci wypadło
-gdzie? nie widzę…
- wsiądź to zobaczysz-kiedy ponownie usiadłam w fotelu auta James
wskazał mały przedmiot na podłodze. Równocześnie po niego sięgnęliśmy i nasze
głowy się uderzyły, James podniósł swój
wzrok na mnie i zaczął zbliżać się do moich ust. Zaczął mnie delikatnie całować
czekając na ruch z mojej strony. Chętnie mu odpowiedziałam. Poczułam, że kąciki
ust Jamesa lekko się uniosły, specjalnie skłamał… ten to ma sposoby… kiedy
chłopak się ode mnie oderwał miał taki zaciesz na twarzy jakby wygrał w lotto.
-nie wolno kłamać- powiedzałam i udałam focha odwracając głowę w drugą stronę.
-ale ja nie kłamałem… zobacz-chłopak schylił się i specjalnie oparł
głowę o moje kolana szukając czegoś- śrubka.- nadal nic nie mówiłam- oj no nie
fochaj się…- chłopak przekręcił mi głowę i zaczął namiętnie całować. Zapomniałam,
że mam na niego focha, James tak świetnie całował, że nie wiedziałam jak się
nazywam. Wplotłam palce w jego włosy i chciałam by ta chwila się nie kończyła. Niestety
musiałam już iść.
-pa
-pa!- zaczekałam aż James zniknie mi z pola widzenia i weszłam
do domu.
poniedziałek, 10 czerwca 2013
rodział 2
-tydzień później-
-cześć pamiętasz mnie jeszcze? Zaniosłeś mnie do szpitala gdy się wywróciłam.
-tak jasne!
-może byśmy się spotkali na kawie?
-chętnie. Może dziś o… 14?
-jasne, do zobaczenia!
-na spotkaniu-
-fajnie, że zadzwoniłaś, jestem James.
-Laura- chłopak miał na sobie czapkę ciemne okulary i bluzę zapiętą pod szyję, lecz wydawało mi się, że skądś go znam.- nie za ciepło ci?
-nie jest akurat…- wyraźnie się zestresował- to… mieszkasz tu od dawna? Jeszcze cię tu nie spotkałem.
-nie, moi rodzice się rozwiedli i przyjechałam do mamy na wakacje, a ty?
-ja tu mieszkam, ale dużo podróżuję i rzadko jestem w domu na dłużej.
-fajnie tak podróżować prawda? Ciągle poznawać nowe miejsca…
-tak, ale są też tego wszystkiego wady. Jeszcze nigdy nie udało mi się przetrwać w jakimś związku dłużej niż dwa tygodnie.-z Jamesem świetnie mi się gadało, nawet nie zauważyłam kiedy minęły cztery godziny!
-James ja chyba muszę już iść…
-mogę cię odprowadzić.
-nie… to jest daleko … Pojadę taxi.
-mogę cię podwieźć- chłopak nie dawał za wygraną
-no dobrze.
-mam auto w garażu chodź.- dom Jamesa był zaraz za rogiem. Była to biała willa większa od mojej. Moje rozmyślania jak może wyglądać w środku przerwał głos Jamesa
-zaczekasz tu chwilę?
-oczywiście-kiedy James otworzył garaż okazało się, że nie ma kluczyków od auta.
-poczekasz jeszcze chwilkę? Kumple znów zakosili mi kluczyki.
-jasne idź.- chłopak zniknął za drzwiami i za chwilę usłyszałam krzyki.
-DEBILE! TO MOJA ULUBIONA BLUZA! KTO WAM DAŁ BITĄ ŚMIETANĘ! CO TAK RŻYCIE!? ODDAJCIE MI KLUCZYKI DO AUTA LEPIEJ!- za chwilę do garażu wyskoczył James. Był bez koszulki, czapki i okularów. Ale ja wcześniej byłam ślepa… przecież to James Maslow!
-James?- nie wiedziałam na co się patrzeć, na jego twarz czy na pięknie wyrzeźbioną klatę.
-sorry, że ci nie powiedziałem, ale chciałem zobaczyć czy można mnie polubić nie za wygląd czy za kasę, ale za charakter…
-oczywiście, że można. Jeszcze nigdy nie spotkałam fajniejszego chłopaka…
-dziękuję – James podszedł do mnie i pocałował delikatnie w policzek prawie dotykając moje usta, odwzajemniłam mu się tym samym- to co jedziemy?
- James?
-co?
-koszulka
-wiedziałem, że coś mi nie pasuje.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

