Bardzo się zdziwiłam gdy mama pozwoliła mi zamieszkać u
chłopaków (podejrzewam, że widziała mnie i Jamesa w aucie…). Następnego dnia
byłam już spakowana i o 15 zjawiłam się u chłopaków. Tym razem w domu było
spokojniej, James zaprowadził mnie do mojego pokoju, a potem bardzo dokładnie
oprowadził mnie po swoim(założył, że spędzę w nim więcej czasu niż w moim). Dał
mi czas na rozpakowanie się ,a sam zszedł na dół. Kiedy dołączyłam do reszty
osób, James podbiegł do mnie i wręczył małe pudełko, był w min miś który po
naciśnięciu zaczyna śpiewać piosenkę „happy birthday to you”.
-jejku, jest uroczy dziękuję, nie musiałeś
-musiałem, przecież masz dziś urodziny.- w tym samym czasie
dołączył do nas Kendall
-ja też coś dla ciebie mam…- James spojrzał na blondyna ze
zdziwieniem- proszę.- chłopak założył mi na ręce małą bransoletkę ze znaczkiem
mojego znaku zodiaku, rakiem.
-jest śliczna, dzięki
-a czemu zawsze my o niczym nie wiemy!?- Logan i Carlos się
zdenerwowali.
-zawsze wiecie gdzie jest fajna impreza…
- w sumie racja, dzięki James.
-chłopaki zaraz wracam. Muszę zadzwonić.
-spoko!- kiedy miałam wrócić na dół usłyszałam rozmowę Jamesa
i Kendalla.
-czemu mi kradniesz dziewczynę co!?
-nie kradnę! Nie mogę dać mojej koleżance prezentu na
urodziny!?
-koleżance!? Proszę cię! Dwa razy ją widziałeś!
-a ty ile razy!?
-…na pewno więcej niż ty!
-wiesz co? Nigdy cię nie lubiłem.
Myślałem, że może jak cie lepiej poznam to cię polubię, ale widzę, że nic z
tego!- zobaczyłam, że chłopak zbliża się w stronę schodów, więc uciekłam do mojej sypialni. Po pięciu
minutach zeszłam na dół.
-cześć! A… gdzie macie Kendalla?
-A CO TY TAKA CIEKAWA JESTEŚ O
NIEGO!- po tych słowach James wyszedł z ich przestronnego salonu i pobiegł do
swojego pokoju.
- a tego co ugryzło?
-eh… tego co dwa dni coś gryzie.
-chłopaki… a James nie za bardzo
lubi Kendalla, nie?
-no … to nie jest tak, że się nie
lubią… tylko bardzo często się kłócą. Teraz było lepiej, ale znowu się chyba
pokłócili…- po tym zdaniu Carlosa zrobiło mi się przykro, bo zdałam sobie
sprawę, że to prze ze mnie. Odwróciłam się i pobiegłam do swojego pokoju. Spędziłam
w nim resztę dnia, a około 20 przyszedł do mnie James.
-można?
-tak, proszę
-przepraszam cię za moje
zachowanie… nie powinienem tak krzyczeć… w końcu to nie twoja wina…
- James… nic się nie stało… każdy
mam prawo być czasem zły…- chłopak uśmiechnął się lekko i gdy chciał mnie
pocałować odwróciłam głowę
-co tam?- Nie odpowiedziałam.-
możesz mi powiedzieć…
-nie powinnam się do was
przeprowadzać…
-czemu tak mówisz?
-nie chcę żebyście się przeze
mnie kłócili
- no świetnie! Kolejna dziewczyna
z głowy!
- James to nie tak, że ja nie
chcę już z tobą być… po prostu źle zrobiłam, że się do was przeprowadziłam, i
tyle
- Laura, posłuchaj, jeśli kochasz
mnie tak mocno jak ja ciebie, to żadna kłótnia nas nie zniszczy.
- tak myślisz?
- nie. Ja to wiem.- James zaczął
mnie całować, więc znów nie mogłam się na niczym skupić.- masz zamiar spać sama
w tym ciemnym, małym, nieładnym, źle umeblowanym pokoju?
- James, ja jeszcze…
-tylko chciałem zaproponować
zmianę pokoju. Nic więcej.-chłopak dodał na swoje usprawiedliwienie
-nic więcej?
-obiecuję.
-zastanowiłam się jeszcze, po
czym przytaknęłam Jamesowi głową, wzięłam swoją piżamę i poszłam do łazienki.
Leżąc w wannie, wypełnionej po brzegi gorącą wodą, zaczęłam zastanawiać się czy
dobrze zrobiłam. Znając to jak działa na mnie podryw bruneta, tej nocy mogły
dziać się różne rzeczy. Wystarczyłoby, żeby James zaczął mnie całować inaczej
niż kiedykolwiek… nie miałabym nad sobą kontroli, namówiłby mnie na wszystko.
Postanowiłam wyjść z kąpieli bojąc się scenariuszy, jakie zacznie podsuwać mi
wyobraźnia. Ubrałam się w za długą koszulkę i krótkie spodenki, a następnie
udałam się do pokoju Jamesa. Po otworzeniu drzwi na chwilę zapomniałam o
oddychaniu. Brunet leżał już w swoim łóżku słuchając muzyki, ręce miał pod
głową i ubrany był tylko w krótkie spodenki. Gdy zorientował się, że ktoś
wszedł do pokoju otworzył oczy i uśmiechnął się w moją stronę. Nogi mi się
ugięły, chłopak przesunął się i poklepał wolne miejsce na podwójnym łóżku.
-ślicznie wyglądasz- James nie
mógł się powstrzymać i przejrzał mnie wzrokiem od góry do dołu- nie wiedziałem,
ze w piżamie też jesteś taka seksowna.
-chętnie też bym ci coś
powiedziała, ale za dużo wymieniania.-odpowiedziałam szybko i położyłam się
tyłem do Jamesa, który właśnie gasił
lampkę nocną. Nie mogłam zasnąć, więc niechętnie przewróciłam się na drugi bok.
Zdziwiłam się widząc świecące oczy bruneta.- nie śpisz?
-nie mogę zasnąć, a ty?
- nie jestem przyzwyczajona do
spania w dwie osoby…- przyznałam ze wstydem w głosie
-dla mnie to też nowość. Ale z
tego, co widzę, to bardzo przyjemnie się zaczyna.- James zbliżył swoją twarz do
mojej i zaczął całować. Jego usta były delikatne, ale w pocałunku było coś
namiętnego… coś… opiekuńczego? Brunet całował mnie w taki sposób jakby chciał
na długo zapisać moje usta w swojej pamięci. James oderwał swoją twarz od mojej
i uśmiechnął się triumfalnie. Podniósł się delikatnie i składając delikatne
pocałunki na miom czole, nosie, ustach, policzku, zjeżdżał powoli do mojej szyi,
na której zrobił malinkę. Pocałował mnie jeszcze raz w usta i delikatnie
położył się na łóżku. Ja wtuliłam się w jego tors i zasypiając próbowałam sobie
uświadomić, co przed chwilą się stało.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz