środa, 26 czerwca 2013

rozdział 4


Bardzo się zdziwiłam gdy mama pozwoliła mi zamieszkać u chłopaków (podejrzewam, że widziała mnie i Jamesa w aucie…). Następnego dnia byłam już spakowana i o 15 zjawiłam się u chłopaków. Tym razem w domu było spokojniej, James zaprowadził mnie do mojego pokoju, a potem bardzo dokładnie oprowadził mnie po swoim(założył, że spędzę w nim więcej czasu niż w moim). Dał mi czas na rozpakowanie się ,a sam zszedł na dół. Kiedy dołączyłam do reszty osób, James podbiegł do mnie i wręczył małe pudełko, był w min miś który po naciśnięciu zaczyna śpiewać piosenkę „happy birthday to you”.
-jejku, jest uroczy dziękuję, nie musiałeś
-musiałem, przecież masz dziś urodziny.- w tym samym czasie dołączył do nas Kendall
-ja też coś dla ciebie mam…- James spojrzał na blondyna ze zdziwieniem- proszę.- chłopak założył mi na ręce małą bransoletkę ze znaczkiem mojego znaku zodiaku, rakiem.
-jest śliczna, dzięki
-a czemu zawsze my o niczym nie wiemy!?- Logan i Carlos się zdenerwowali.
-zawsze wiecie gdzie jest fajna impreza…
- w sumie racja, dzięki James.
-chłopaki zaraz wracam. Muszę zadzwonić.
-spoko!- kiedy miałam wrócić na dół usłyszałam rozmowę Jamesa i Kendalla.
-czemu mi kradniesz dziewczynę co!?
-nie kradnę! Nie mogę dać mojej koleżance prezentu na urodziny!?
-koleżance!? Proszę cię! Dwa razy ją widziałeś!
-a ty ile razy!?
-…na pewno więcej niż ty!
-wiesz co? Nigdy cię nie lubiłem. Myślałem, że może jak cie lepiej poznam to cię polubię, ale widzę, że nic z tego!- zobaczyłam, że chłopak zbliża się w stronę schodów,  więc uciekłam do mojej sypialni. Po pięciu minutach zeszłam na dół.
-cześć! A… gdzie macie Kendalla?
-A CO TY TAKA CIEKAWA JESTEŚ O NIEGO!- po tych słowach James wyszedł z ich przestronnego salonu i pobiegł do swojego pokoju.
- a tego co ugryzło?
-eh… tego co dwa dni coś gryzie.
-chłopaki… a James nie za bardzo lubi Kendalla, nie?
-no … to nie jest tak, że się nie lubią… tylko bardzo często się kłócą. Teraz było lepiej, ale znowu się chyba pokłócili…- po tym zdaniu Carlosa zrobiło mi się przykro, bo zdałam sobie sprawę, że to prze ze mnie. Odwróciłam się i pobiegłam do swojego pokoju. Spędziłam w nim resztę dnia, a około 20 przyszedł do mnie James.
-można?
-tak, proszę
-przepraszam cię za moje zachowanie… nie powinienem tak krzyczeć… w końcu to nie twoja wina…
- James… nic się nie stało… każdy mam prawo być czasem zły…- chłopak uśmiechnął się lekko i gdy chciał mnie pocałować odwróciłam głowę  
-co tam?- Nie odpowiedziałam.- możesz mi powiedzieć…
-nie powinnam się do was przeprowadzać…
-czemu tak mówisz?
-nie chcę żebyście się przeze mnie kłócili
- no świetnie! Kolejna dziewczyna z głowy!
- James to nie tak, że ja nie chcę już z tobą być… po prostu źle zrobiłam, że się do was przeprowadziłam, i tyle
- Laura, posłuchaj, jeśli kochasz mnie tak mocno jak ja ciebie, to żadna kłótnia nas nie zniszczy.
- tak myślisz?
- nie. Ja to wiem.- James zaczął mnie całować, więc znów nie mogłam się na niczym skupić.- masz zamiar spać sama w tym ciemnym, małym, nieładnym, źle umeblowanym pokoju?
- James, ja jeszcze…
-tylko chciałem zaproponować zmianę pokoju. Nic więcej.-chłopak dodał na swoje usprawiedliwienie
-nic więcej?
-obiecuję.
-zastanowiłam się jeszcze, po czym przytaknęłam Jamesowi głową, wzięłam swoją piżamę i poszłam do łazienki. Leżąc w wannie, wypełnionej po brzegi gorącą wodą, zaczęłam zastanawiać się czy dobrze zrobiłam. Znając to jak działa na mnie podryw bruneta, tej nocy mogły dziać się różne rzeczy. Wystarczyłoby, żeby James zaczął mnie całować inaczej niż kiedykolwiek… nie miałabym nad sobą kontroli, namówiłby mnie na wszystko. Postanowiłam wyjść z kąpieli bojąc się scenariuszy, jakie zacznie podsuwać mi wyobraźnia. Ubrałam się w za długą koszulkę i krótkie spodenki, a następnie udałam się do pokoju Jamesa. Po otworzeniu drzwi na chwilę zapomniałam o oddychaniu. Brunet leżał już w swoim łóżku słuchając muzyki, ręce miał pod głową i ubrany był tylko w krótkie spodenki. Gdy zorientował się, że ktoś wszedł do pokoju otworzył oczy i uśmiechnął się w moją stronę. Nogi mi się ugięły, chłopak przesunął się i poklepał wolne miejsce na podwójnym łóżku.

-ślicznie wyglądasz- James nie mógł się powstrzymać i przejrzał mnie wzrokiem od góry do dołu- nie wiedziałem, ze w piżamie też jesteś taka seksowna.
-chętnie też bym ci coś powiedziała, ale za dużo wymieniania.-odpowiedziałam szybko i położyłam się tyłem do Jamesa, który  właśnie gasił lampkę nocną. Nie mogłam zasnąć, więc niechętnie przewróciłam się na drugi bok. Zdziwiłam się widząc świecące oczy bruneta.- nie śpisz?
-nie mogę zasnąć, a ty?
- nie jestem przyzwyczajona do spania w dwie osoby…- przyznałam ze wstydem w głosie
-dla mnie to też nowość. Ale z tego, co widzę, to bardzo przyjemnie się zaczyna.- James zbliżył swoją twarz do mojej i zaczął całować. Jego usta były delikatne, ale w pocałunku było coś namiętnego… coś… opiekuńczego? Brunet całował mnie w taki sposób jakby chciał na długo zapisać moje usta w swojej pamięci. James oderwał swoją twarz od mojej i uśmiechnął się triumfalnie. Podniósł się delikatnie i składając delikatne pocałunki na miom czole, nosie, ustach, policzku, zjeżdżał powoli do mojej szyi, na której zrobił malinkę. Pocałował mnie jeszcze raz w usta i delikatnie położył się na łóżku. Ja wtuliłam się w jego tors i zasypiając próbowałam sobie uświadomić, co przed chwilą się stało.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz